image1 image2 image3

Tam spotkałem Jezusa. Świadectwo.

Byłem w moim życiu w rożnych miejscach na rekolekcjach, spotkaniach, dniach skupienia, radości itd.  Niektóre z nich odbywały się blisko od domu, inne bardzo daleko. Jedne dotyczyły powołania, inne skupienia, radości. Jeszcze inne dotyczyły  modlitwy czy ekumenizmu.  Rozmawiałem  na takich wyjazdach z ludźmi bardzo mądrymi i tymi, którzy okazywali się na końcu chorzy psychicznie. Były radości i rozczarowania.

Ale najlepszym wyjazdem z tych  wszystkich, czyli takim który jak dotąd najwięcej mi dał duchowo, był wyjazd na drugie spotkanie Szkoły Animatora w Gnieźnie. To za sprawą Jezusa, który postanowił przyjść i przemówić, a to dlatego, że chyba po raz pierwszy dałem mu taką swobodna możliwość i jasny komunikat!

Podstawową rzeczą, która skłoniła mnie do przyjazdu do Gniezna był punkt: „23.00 – Indywidualna Adoracja najświętszego Sakramentu do godz. 6.00 ”. Mam już tak (taką łaskę), że zawsze mniej lub bardziej świadomie szukam na takich spotkaniach czy rekolekcjach  Jezusa.  Odnajduję Go tam jak też np. w codziennej Eucharystii, a naszą relacje odbieram bardzo realnie – personalnie – osobowo, a stawiam na prostotę!

Pani Pani Mirosława Majerowicz-Klaus na warsztatach podczas Szkoły Animatora mówiła o nazywaniu swoich potrzeb, emocji, tego czego potrzebujemy i tego co nas boli.  Była to komunikacja z samym sobą i z innymi. Umiem stawiać jasne komunikaty. Tej nocy  podczas Adoracji postawiłem jasny komunikat „Panie Jezu , będę tu siedzieć tak długo, dopóki nie dasz mi bardziej poznać siebie, bo ja chcę Cię poznać bardziej ! I nie możesz odmówić.” Ta noc była bezsenna, ale bardzo intensywna.  W naszej 'rozmowie' z Nim stawiałem jasne, czytelne komunikaty, zawsze szczere do bólu. Choć  godziny Adoracji były  jednymi z tych  trudniejszych  godzin mojego życia – to było bardzo trudne. To dziwne, ale gdy stworzenie  ma okazję całą noc przebywać ze swoim stwórcą, ono robi się senne, ziewa, nudzi się,  wszystko – wbrew rozumowi.

Całego przebiegu tej randki nie zdradzę, bo już mi nie będzie tak romantycznie , ale chce Was zapewnić, że Pan Jezus udzielił już odpowiednich łask. Dał mi się poznać bardziej i swoim ogromnym placem drasnął moją małą duszę i to w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu. Tej nocy odkryłem w Nim coś, czego wcześniej nie widziałem: tę szczególna Boską dostojność.  Był pełen wdzięku i piękna. To była taka Boskość, która niesie mi z Nim siłę. I tylko, albo aż siłę.

Trudno zrozumieć takie Karmelitanki Bose, które dla nas po prostu odcinają się od świata. Trudno przestać się bać śmierci. Trudno zrozumieć  zaufanie św. Piotra, gdy dowiaduje się jak umrze. Ciężko zrozumieć św. Szymona Słupnika, mieszkającego  na słupie. Trudno pojąć dziś sens ascezy. Ciężko zrozumieć niektóre z przeżyć mistycznych świętych.  Ale nigdy nie zrozumiesz tego, jeżeli sam nie doświadczysz i nie zbudujesz relacji JA – JEZUS.  Nie takiej, która opiera się na liście życzeń i dziękczynieniu, lecz która opiera się na więzi. Więzi zbudowanej na uczuciu tak, że chce się pozyskać Go tylko dla siebie. Jeśli  zauważysz w nim ten boski pierwiastek, to wszystko staje się oczywiste. Go trzeba traktować serio.

Taka więź, relacja musi się zbudować.  Buduje się długo i jest to trudne. Musi być stała. Ja jestem chyba trochę dalej niż na początku, ale gdy Pan Bóg stwierdzi, że (jak to powiedziała bł. s Sancja) 'dojrzałem już do nieba' to się odsłoni przede mną, kurtyna opadnie, a ja będę przy nim na zawsze. Wcale nie jestem niedoszłym samobójcą, a nawet uważam, że mam bardzo fajne życie, ale zawsze wypadacie gorzej w zestawieniu z Panem Jezusem w mojej głowie.

To spotkanie uświadomiło mi pewne rzeczy dotyczące animatorów. Teraz czuje się pełen Nim i Jego miłością. Napawam się i delektuje się nim.  Można śpiewać ładne piosenki. I może być ładnie i poprawnie. Robić warsztaty z mądrymi osobami, ale nie da się zrobić nic tak perfekcyjnie jak z tym 100%  Jezusa w sercu.  Ale takiego prawdziwego, co do niego czujesz uczucie, a kocham to już dawno nie słowo, a oczywistość. Jezus jest taka oczywistą oczywistością i jak Go spotkasz to już nie musisz robić nic , bo reszta sama się toczy – jedno wynika z drugiego i się udaje. Żeby dzielić się Jezusem , trzeba najpierw Go mieć w sobie.  Nie ma niczego lepszego w takich miejscach, jak spotkać się z Nim. Po takim spotkaniu – reszta wydaje się być prosta, łatwa. Zacząłem nowy rok pełen siły i energii i wierząc w siłę Boga.  Mimo, że mój mózg pracuje już w chwili pisania tego tekstu 38 godzinę bez przerwy, jutro rano obudzę się i poczuje, że jest środek nocy mimo słońca, to jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Czuję się świetnie i mam ochotę tym wszystkim eksplodować, co po części czynie pisząc ten tekst.

Trudno mówić o  takich rzeczach. Jeszcze trudniej o nich pisać. Nie wiem czy mnie rozumiecie, bo do tego potrzeba Łaski i dojrzałości. Wydaje mi się, że dojrzałość mamy, a Łaskę trzeba wyprosić-tak jak Łaski, by odebrać te Łaski.

Jezus to fundament fundamentów, a On jest w Eucharystii, w Adoracji. Trudno mówic o miłości do drugiego (a tym przypadku Jezusa) jeśli daleko ci do Eucharystii, jesli z nim nie rozmawiasz w Adoracjii.

Nie napisałem nic o nikim, prócz Jezusa. Jeśli chodzi o ludzi – znów w nich wierze. Spotkałem tam wiele wspaniałych osób.  Nie kopiować, ale szukać samemu. A do tego potrzeba zdecydowania i gwałtowności. Nie ma większego żywiołu niż skrajnie zakochana osoba, która się narzuca  tej drugiej! A jak już są razem, to trzeba chodzić na randki!

Dziękuję tym wszystkim, którzy przyczynili się do powstania tego spotkania w TAKIEJ FORMIE.
 I dziękuję takiemu jednemu szczególnemu człowiekowi, ale myślę, że on nie chce być wymieniony z imienia , choć i tak wszyscy wiedzą o kogo chodzi, bo Pan Bóg to się chyba poczuł bardzo swobodnie w jego życiu i temu to tak wszystko wychodzi.

Jacek Bartmański (batman) , animator animatorów z grupy piątej.

 

Dodaj komentarz...