image1 image2 image3

Bóg działa z zaskoczenia

Bóg działa z zaskoczenia. Można by rzec, iż te słowa towarzyszyły nam, a bynajmniej mi bardzo mocno w dniach Szkoły Animatora w minionym czasie. Przyjechałem tam z przeróżnymi myślami, kompletnie przy tym pogubiony. Oczekiwałem konkretnych odpowiedzi na stawiane przez samego siebie pytania. Chciałem w jakiś sposób zamknąć ten czas, ludzi i samego Pana Boga w określony i wymyślony schemat.


Miło było zobaczyć znajome twarze, ale kiedy wszystko się zaczęło to wkradło się najpierw zwątpienie. Po co ja w sumie przyjechałem? Po to, żeby słuchać jak komunikować się z drugim człowiekiem? Mimo, że plan spotkania był znany i go zaakceptowałem to jednak coś było nie tak. Czegoś szukałem ale w sumie to sam nie wiedziałem czego. I wszystko się zaczęło od spotkania z Panią Mirosławą Majerowicz – Klaus. Czułem się jak na wykładzie podczas studiów. Ale po chwili zacząłem to postrzegać zupełnie inaczej. Istotne było zrozumieć, że aby dobrze komunikować się z drugim człowiekiem trzeba zacząć wpierw od siebie. Bo to tak samo jak my młodzi i nie tylko chcemy zmieniać świat na lepsze, chcemy zmieniać drugiego człowieka na lepsze. Zapominamy w tym wszystkim, że najpierw powinniśmy zacząć od siebie. I tak samo jest z komunikacją między ludźmi. Aby się dobrze rozumieć drugiego człowieka, trzeba najpierw siebie zrozumieć. Trzeba odróżniać swoje ja fałszywe od prawdziwego, trzeba zauważać potrzeby drugich ale i o swoich potrzebach należy mówić. Bo mamy prawo.. właśnie do czego ja mam prawo? Do wielu rzeczy, najczęściej chyba od razu nasuwa się odpowiedź do bycia szczęśliwym. I następne pytanie – kiedy będę szczęśliwy? Co muszę zrobić, żeby być szczęśliwym? Muszę zidentyfikować swoje potrzeby i je wyrażać. Mam przecież prawo do wyrażania swoich pragnień, jednak nie może być to zakryte egoizmem i to jest niebezpieczeństwo. Bo pokazując swoje potrzeby łatwo jest pominąć człowieka. I tu zaczęła się pierwsza taka mała zmiana w moim wyobrażeniu o Szkole Animatora. Pan Bóg mnie zaskoczył czymś o czym nie myślałem i znalazł drogę do mojego serca.
Kolejnym zaskoczeniem było początkowe rozczarowanie spowiedzią i różnymi rozmowami. Oczekiwałem znowu czego innego, mój schemat był zupełnie inny. Ale ktoś mi uświadomił, że Jezus jest genialnym pedagogiem. On daje nam różne narzędzia czy możliwości pracy nad sobą ale nie zrobi tego za nas. Chcesz namalować swój świat? Dobrze, pomogę Ci, dam Ci kredki ale Ty człowieku kochany namalować musisz sam. To my musimy włożyć troszkę wysiłku w naszą zmianę. On za nas tego nie zrobi. A człowiekowi się wydaje, że może wszystko. I próbujemy zmieniać siebie bez Niego, bo po co zawracać głowę Bogu błahostkami. Ale bez Niego przegrywamy na całej linii, trzeba Go wpuścić na boisko, na boisko naszego życia bo wtedy wygramy. Ale oprócz tego, że zaprosimy Chrystusa do swojego życia, to musimy razem z Nim grać w jednej drużynie, z Łaską Bożą trzeba współpracować. I to było takie zaskoczenie, bo znowu mój schemat, idealny przebieg rozmów był złamany. Pan Bóg miał tu swój świetny plan, i zaoferował mi o wiele więcej niż ja chciałem. Przygotował mnie w pewien sposób na coś ważnego, na najpiękniejszy punkt tego spotkania – Adorację.
Widniejący w planie punkt dotyczący Adoracji nie zrobił na mnie jakby szczególnego wrażenia. Kiedy zapisywaliśmy się na Adorację indywidualną (planowo ok. 30 min) to chciałem  się wcisnąć jak najszybciej. No bo bez przesady, nie będę w nocy wstawał, muszę się wyspać. Najszybszą możliwą godziną była 100 – 1¬¬30. Stosunkowo za późno no ale co zrobić, pogadam sobie z ludźmi do tego czasu, pójdę do kaplicy i będę miał z głowy. Taki był mój plan. I co? I nic z tego nie wyszło. Kiedy rozpoczęliśmy adorację to z kolan nie chciało się podnieść. Ten Biały Chleb ukryty w monstrancji miał coś w sobie. I tak powoli mijał czas a mi było dobrze tam w kaplicy przy stonowanych śpiewach. Łzy momentami cisnęły się do oczu, a w głowie coraz spokojniej, myśli się zaczynały układać, serce się radowało. To było coś niesamowitego, tego się nie da opisać słowami. W głowie przewijały się słowa „Pozwólmy Mu działać w nas”, „Świadectwo mojego życia ma być autentyczne” itd. Kiedy na chwilkę wyszedłem z kaplicy, również za mną ktoś wyszedł. Dowiedziałem się od tej osoby, że jestem potrzebny. To było takie szczere, takie piękne i radosne. Uczucie, że jest się komuś potrzebnym, że jest ktoś kto potrzebuje twojego uśmiechu, twojego słowa jest niesamowite. Pan Bóg zaskoczył mnie po raz kolejny. Sprawił, że te dni były najpiękniejszymi nawet rekolekcjami. Po chwili znów wróciłem do kaplicy, nie mogłem już nie skorzystać z takiej okazji, żeby być sam na sam z Bogiem, żywym, osobowym Bogiem. Nie ważna była godzina na zegarku, nie istotne było jak długo tam jestem. Najważniejsze było spotkanie z Nim. Z każdą chwilą wlewał w moje serce radość, miłość i nadzieję. Wyjechałem nie tylko umocniony ale w pewnym sensie z ustabilizowanymi myślami i spokojny. Bo wiem, że On naprawdę jest tyle, że to od każdego z nas zależy na ile Bóg zamieszka w naszym życiu. Od nas zależy czy Go dojrzymy czy nie. Zobaczymy Go na tyle na ile będziemy chcieli zobaczyć i na ile pozwolimy Mu działać w naszym życiu.
W tym miejscu chciałbym podziękować jeszcze raz wszystkim, którzy tworzyli to spotkanie, którzy w tym spotkaniu uczestniczyli. Gdyby nie wy, to wyjechałbym smutny, może jeszcze bardziej rozbity. Gdyby nie wasze piękne świadectwo, nasze rozmowy w grupie nie wróciłbym do domu umocniony. Bo Pan Bóg przychodzi przez ludzi, i często w tak małych rzeczach, których często nie dostrzegamy. Cieszmy się z małych rzeczy! Dobrze, że jesteście! Dzięki!

Dodaj komentarz...