image1 image2 image3

Artykuły

„Tak idziemy tam gdzie wołasz, nie moja ale Twoja wola...”

Nie tak dawno zakończyła się Piesza Pielgrzymka Archidiecezji Gnieźnieńskiej na Jasną Górę. Wszyscy szliśmy w słońcu, w trudzie ale przede wszystkim chyba w radości. I tą radością się dzieliliśmy z innymi. To była moja pierwsza pielgrzymka. Oczywiście było wiele pytań, czy warto iść, czy nie lepiej urlop wykorzystać na coś innego, jakiś wyjazd... Ale zrobiłem najlepszą z możliwych opcji:)


Ten czas był idealny do tego żeby zastanowić się nad swoim życiem, żeby być bliżej Boga, aby się do Niego zbliżyć. I kiedy z każdym dniem narastało zmęczenie to tak samo narastała ta radość że za kilka dni będzie można się cieszyć w Częstochowie. Czas pielgrzymki czasami jest taką pustynią, a przynajmniej w moim przypadku tak było. Taka odskocznia od codzienności, gdzie człowiek się wyłącza z bieżących problemów, tych wszystkich dziwnych sytuacji, często okrutnych i krzywdzących. To jest zupełnie inny świat, piękny, ale nie brakuje w nim również kryzysów czy trudnych momentów, gdzie człowiek coś głupiego powie, źle się odezwie, albo komuś coś się nie spodoba. Ale na każdym etapie przyświecało nam pewne hasło, i to były te wskazówki, które pomagały coś zmienić, które sprawiały, że w człowieku dzieje się coś dobrego. Hymn o miłości bardzo dobrze się wkomponował w to nasze wędrowanie. Był i nadal jest takim umocnieniem, ale też w pewnym sensie upomnieniem. Że miłość jest piękna ale też i wymagająca. Olbrzymim świadectwem była też dla mnie „górka przeprosin”. Podchodziły osoby dziękując po prostu za to, że człowiek jest. Ale czymś pięknym było to kiedy ja mogłem iść do kogoś i przeprosić i to nie było jakieś zwykłe „przepraszam”, tylko takie od serca i oczywiście działało to w drugą stronę. Bo nie jest sztuką powiedzieć „przepraszam”, sztuką jest zrobić to od serca i zmienić coś w swoim życiu ale równie wielką sztuką jest wybaczyć. Wybaczyć ale nie na zasadzie, że dopóki jest dobrze to wszystko jest wybaczone itd., a kiedy ktoś mnie wkurzy to od razu rzeka wypomnień itp. I przyznam, że nie jest łatwo ani przepraszać ani wybaczać, ale to co trudne i bardziej wymagające to właśnie to przynosi wiele radości.
Myślę też, że hasło tegorocznej pielgrzymki dużo nam wszystkim dało. My jako Kościół w drodze mieliśmy być świadkiem miłości. Pytanie czy zawsze byliśmy? Czy potrafiłem się uśmiechnąć do kogoś w momencie kiedy kompletnie nic mi się nie chciało? A kiedy podszedł brat albo siostra, za którymi nie przepadam, to czy wysłuchałem ich? Czy umiałem przebaczyć i zapomnieć? Pewno każdy dopisałby tutaj wiele innych pytań, i słusznie. Ale kiedy każda z grup wchodziła do miasta, kiedy po prostu szliśmy to wtedy byliśmy świadkami miłości, każdy z osobna i wszyscy razem. Tworzyliśmy po prostu jedność. Ta nasza radość udzielała się też i tym ludziom, którzy nas pozdrawiali na drodze, którzy nas gościli.
Warto, aby ten czas nie popadł w zapomnienie. Bo tak naprawdę otrzymaliśmy wiele, ale od nas zależy co my z tymi talentami zrobimy. A ludzie poznają nas po naszych owocach. A te owoce już były widoczne na pielgrzymce i na pewno są widoczne nadal. W tym miejscu chciałbym też podziękować wszystkim tym, których miałem okazję poznać, z którymi zamieniłem kilka słów. Za to, że byliście i jesteście, za to że razem wszyscy tworzyliśmy tę pielgrzymkę no i tą piękną atmosferę. Bo dało odczuć radość, miłość, szczerość. To wszystko sprawia, że człowiek kiedy idzie nie czuje zmęczenia. Po prostu z takimi ludźmi idzie się dalej do przodu.. No i do zobaczenia w Inowrocławiu;) (przyp. red. Święto Młodych 18 września 2010, więcej informacji wkrótce.)

Dodaj komentarz...