Ruch Światło-Życie: Prowadziliśmy rekolekcje
- Szczegóły
- Utworzono: środa, 17, marzec 2010 07:33
W dniach 8-10 marca młodzieżowa wspólnota Ruchu Światło-Życie w Gnieźnie prowadziła wraz ze swym moderatorem rekolecje dla gimnazjalistów z par. bł. Jolenty w Gnieźnie. Podczas rekoelcji młodzi oazowicze m.i. przedstawiali scenki ewangelizacyjne, prowadzili pracę w grupach i mówili swoje świadectwa. Oto jedno ze świadectw:
Mam 17 lat, jestem uczniem klasy II liceum. W przeszłości moje życie zdominowane było przez narkotyki, alkohol, nieobca była mi przemoc, miałem częste kłopoty z policją. Zaangażowany byłem (I nadal jestem) w subkulturę punkrockową. Doszło nawet do tego, że moje zdjęcie jako przedstawiciela zdemoralizowanej młodzieży znalazło się w gazecie o ogólnowojewódzkim zasięgu. Dzisiaj całkowicie zrezygnowałem z narkotyków, alkohol pojawia się w moim życiu naprawdę sporadycznie i nie jest to dla mnie jakimś wyrzeczeniem czy postem - dzięki Jezusowi zrozumiałem, że używki są tak naprawdę niepotrzebne do niczego, są tylko szkodliwe, nie tylko dla zdrowia, lecz także wypaczają myślenie i moralność ludzką. Nie mam także problemów związanych z jakąkolwiek przemocą i policją. Droga do nawrócenia jednak nie była łatwa i gdyby nie Jego pomoc, na pewno dalej bym był tą samą osobą.
Nie wychowywałem się w wierzącej rodzinie. Mój ojciec borykał się z alkoholizmem, natomiast Mama już nawet nie próbuje okiełznać swoich 4 dorosłych synów. Jednak Bóg nie wystawia nikogo na próbę ponad swoje siły. Mój pierwszy kontakt z wiarą miał miejsce, gdy uczęszczałem do klasy pierwszej gimnazjum. Mój przyjaciel, w związku z moimi trudnościami rodzinnymi polecił mi otworzyć Pismo Święte na losowej stronie i przeczytać pierwszy fragment, na jaki spojrzę. Dodał, że będzie to odpowiedź na dręczące mnie problemy. Po powrocie do domu tak uczyniłem. Otrzymany fragment nie przyniósł mi jednak wystarczającej satysfakcji. Zadzwoniłem do mojego przyjaciela pełen pretensji, on poradził mi pomodlić się w sprawie tego akapitu. Porozmawiałem więc z Bogiem i poszedłem spać. Nazajutrz rano przeczytałem ten fragment jeszcze raz - zrozumiałem go od razu, idealnie pasował do mojej sytuacji. Od tamtej pory wiedziałem, że "coś w tym jest", oczywiście było to za mało, by wywrócić swoje życie do góry nogami. Takich "przypadków" w moim życiu było mnóstwo. Moje nawrócenie również nie odbyło by się bez udziału innych ludzi. Ludzi, którzy tłumaczyli mi chrześcijaństwo w dużej mierze na zdrowy rozsądek. Czy niezliczone sytuacje, gdy Bóg podsuwał mi wskazówki przez Pismo Święte, czy każda rozmowa na Jego temat była po prostu przypadkiem? Jezus dał mi odpowiedź również na to pytanie.
W oazie jestem od grudnia 2009 roku. Trafiłem do niej kompletnie "przypadkowo" - ten sam przyjaciel, któremu zawdzięczam swój pierwszy kontakt z prawdziwą wiarą - zaciągnął mnie w odwiedziny do księdza - moderatora mojej aktualnej wspólnoty. Na pytanie, czy zamierzam wstąpić do oazy, odpowiedziałem tak, będąc święcie przekonanym, że właśnie znajduje się na spotkaniu wspólnotowym, wśród znajomych mi już ludzi. Z czasem jednak dowiedziałem się, że nie było tam nikogo z Ruchu Światło - Życie. Udałem się więc po raz pierwszy na oazę po prostu dlatego, że głupio było mi odmówić. Bardzo szybko się jednak zaaklimatyzowałem. W trakcie ferii zimowych ksiądz zaproponował mi udział w rekolekcjach zimowych w Janikowie. Zgodziłem się, gdyż miało się tam udać ze mną parę osób z mojej wspólnoty. Gdy dojechałem na miejsce okazało się, że jednak będę jedynym gnieźnianinem w Janikowie. Mimo tego, że nie znałem kompletnie nikogo, wiele się podczas tego tygodnia nauczyłem, poznałem nowych ludzi i przeżyłem wiele wzruszeń związanych z Bogiem i Jego miłością. W ostatni dzień, przy pożegnaniu, poznany tam znajomy (któremu nie opowiadałem swojej przeszłości) podarował mi pocztówkę - pamiątkę, z jego ręcznym dopiskiem "Nic nie dzieje się przez przypadek, wszystko dzieje się z opatrzności i Bożej miłości". Jest to cytat z Pisma świętego. Fakt ten nie pozostawił mi już żadnej wątpliwości, co do słuszności drogi, którą obrałem.
W marcu 2010 pomagałem w prowadzeniu rekolekcji dla gimnazjalistów. Postanowiłem po raz pierwszy publicznie wygłosić moje świadectwo, gdyż uznałem, że jest ono dobrym dowodem nie tylko na istnienie Boga, ale też na to, że jest jak dobry pasterz, który zostawia 99 owiec, by szukać 1 zagubionej, że cieszy się z mojego nawrócenia, jak ojciec z powrotu syna marnotrawnego. Pragnę, aby każdy, który to przeczyta uświadomił sobie, że Bóg nie wystawia nikogo na próbę ponad swoje siły. Wystarczy pozwolić Mu działać w swoim życiu, On już resztą zajmie się dużo lepiej niż my sami. Doda nam siły i odwagi, by pójść pod prąd, tak samo, jak dodał mi, gdy mimo presji otoczenia odmawiałem narkotyków, czy gdy wygłaszałem swoje świadectwo, tak samo teraz, gdy je przelewam na papier. "Kto ma oczy, niech patrzy".
Mam 17 lat, jestem uczniem klasy II liceum. W przeszłości moje życie zdominowane było przez narkotyki, alkohol, nieobca była mi przemoc, miałem częste kłopoty z policją. Zaangażowany byłem (I nadal jestem) w subkulturę punkrockową. Doszło nawet do tego, że moje zdjęcie jako przedstawiciela zdemoralizowanej młodzieży znalazło się w gazecie o ogólnowojewódzkim zasięgu. Dzisiaj całkowicie zrezygnowałem z narkotyków, alkohol pojawia się w moim życiu naprawdę sporadycznie i nie jest to dla mnie jakimś wyrzeczeniem czy postem - dzięki Jezusowi zrozumiałem, że używki są tak naprawdę niepotrzebne do niczego, są tylko szkodliwe, nie tylko dla zdrowia, lecz także wypaczają myślenie i moralność ludzką. Nie mam także problemów związanych z jakąkolwiek przemocą i policją. Droga do nawrócenia jednak nie była łatwa i gdyby nie Jego pomoc, na pewno dalej bym był tą samą osobą.
Nie wychowywałem się w wierzącej rodzinie. Mój ojciec borykał się z alkoholizmem, natomiast Mama już nawet nie próbuje okiełznać swoich 4 dorosłych synów. Jednak Bóg nie wystawia nikogo na próbę ponad swoje siły. Mój pierwszy kontakt z wiarą miał miejsce, gdy uczęszczałem do klasy pierwszej gimnazjum. Mój przyjaciel, w związku z moimi trudnościami rodzinnymi polecił mi otworzyć Pismo Święte na losowej stronie i przeczytać pierwszy fragment, na jaki spojrzę. Dodał, że będzie to odpowiedź na dręczące mnie problemy. Po powrocie do domu tak uczyniłem. Otrzymany fragment nie przyniósł mi jednak wystarczającej satysfakcji. Zadzwoniłem do mojego przyjaciela pełen pretensji, on poradził mi pomodlić się w sprawie tego akapitu. Porozmawiałem więc z Bogiem i poszedłem spać. Nazajutrz rano przeczytałem ten fragment jeszcze raz - zrozumiałem go od razu, idealnie pasował do mojej sytuacji. Od tamtej pory wiedziałem, że "coś w tym jest", oczywiście było to za mało, by wywrócić swoje życie do góry nogami. Takich "przypadków" w moim życiu było mnóstwo. Moje nawrócenie również nie odbyło by się bez udziału innych ludzi. Ludzi, którzy tłumaczyli mi chrześcijaństwo w dużej mierze na zdrowy rozsądek. Czy niezliczone sytuacje, gdy Bóg podsuwał mi wskazówki przez Pismo Święte, czy każda rozmowa na Jego temat była po prostu przypadkiem? Jezus dał mi odpowiedź również na to pytanie.
W oazie jestem od grudnia 2009 roku. Trafiłem do niej kompletnie "przypadkowo" - ten sam przyjaciel, któremu zawdzięczam swój pierwszy kontakt z prawdziwą wiarą - zaciągnął mnie w odwiedziny do księdza - moderatora mojej aktualnej wspólnoty. Na pytanie, czy zamierzam wstąpić do oazy, odpowiedziałem tak, będąc święcie przekonanym, że właśnie znajduje się na spotkaniu wspólnotowym, wśród znajomych mi już ludzi. Z czasem jednak dowiedziałem się, że nie było tam nikogo z Ruchu Światło - Życie. Udałem się więc po raz pierwszy na oazę po prostu dlatego, że głupio było mi odmówić. Bardzo szybko się jednak zaaklimatyzowałem. W trakcie ferii zimowych ksiądz zaproponował mi udział w rekolekcjach zimowych w Janikowie. Zgodziłem się, gdyż miało się tam udać ze mną parę osób z mojej wspólnoty. Gdy dojechałem na miejsce okazało się, że jednak będę jedynym gnieźnianinem w Janikowie. Mimo tego, że nie znałem kompletnie nikogo, wiele się podczas tego tygodnia nauczyłem, poznałem nowych ludzi i przeżyłem wiele wzruszeń związanych z Bogiem i Jego miłością. W ostatni dzień, przy pożegnaniu, poznany tam znajomy (któremu nie opowiadałem swojej przeszłości) podarował mi pocztówkę - pamiątkę, z jego ręcznym dopiskiem "Nic nie dzieje się przez przypadek, wszystko dzieje się z opatrzności i Bożej miłości". Jest to cytat z Pisma świętego. Fakt ten nie pozostawił mi już żadnej wątpliwości, co do słuszności drogi, którą obrałem.
W marcu 2010 pomagałem w prowadzeniu rekolekcji dla gimnazjalistów. Postanowiłem po raz pierwszy publicznie wygłosić moje świadectwo, gdyż uznałem, że jest ono dobrym dowodem nie tylko na istnienie Boga, ale też na to, że jest jak dobry pasterz, który zostawia 99 owiec, by szukać 1 zagubionej, że cieszy się z mojego nawrócenia, jak ojciec z powrotu syna marnotrawnego. Pragnę, aby każdy, który to przeczyta uświadomił sobie, że Bóg nie wystawia nikogo na próbę ponad swoje siły. Wystarczy pozwolić Mu działać w swoim życiu, On już resztą zajmie się dużo lepiej niż my sami. Doda nam siły i odwagi, by pójść pod prąd, tak samo, jak dodał mi, gdy mimo presji otoczenia odmawiałem narkotyków, czy gdy wygłaszałem swoje świadectwo, tak samo teraz, gdy je przelewam na papier. "Kto ma oczy, niech patrzy".











